Serce do walki wciąż ma ogromne Mariusz Wach po raz kolejny udowodnił, że mimo upływu lat nadal nie brakuje mu odwagi i charakteru. W piątek w tajlandzkim Max Muay Thai Stadium zmierzył się z jednym z najbardziej utytułowanych pięściarzy wagi ciężkiej ostatnich lat – Tysonem Furym, byłym mistrzem świata federacji WBC. Od pierwszych minut Brytyjczyk narzucił swoje tempo, wykorzystując szybkość, pracę nóg i ogromne doświadczenie. Fury skutecznie punktował Polaka, często zmieniał pozycję i kontrolował przebieg pojedynku. Mimo przewagi rywala Mariusz Wach nie rezygnował z walki. Szedł do przodu, szukał swoich okazji i pokazał znaną wszystkim kibicom odporność na ciosy oraz niezwykłą wolę walki. W jednej z rund Polak zdołał mocno trafić Fury'ego prawą ręką, udowadniając, że jego siła ciosu wciąż może zrobić wrażenie. Ostatecznie jednak przewaga Brytyjczyka była wyraźna. Po siódmej rundzie lekarz, po konsultacji z sędzią, zdecydował o zakończeniu pojedynku i Mariusz Wach nie wyszedł do kolejnej odsłony. Choć wynik nie był korzystny dla naszego pięściarza, sam fakt, że 46-letni Mariusz Wach wciąż mierzy się z największymi nazwiskami światowego boksu, zasługuje na uznanie. Tyson Fury to jedna z ikon królewskiej kategorii wagowej i zawodnik, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Mariusz od lat reprezentuje polski boks na światowych ringach, nigdy nie wybiera łatwych rywali i zawsze zostawia w ringu całe serce. Za to należy mu się ogromny szacunek. Mariuszu, życzymy dużo zdrowia, kolejnych sportowych wyzwań i dziękujemy za wszystkie emocje, których dostarczasz kibicom. Trzymamy za Ciebie kciuki!