Tragedia na terenie szkoły w Bielawie. Sąd: brak podstaw do odpowiedzialności placówki

30 maja 2026

Tragedia 10-letniej dziś Laury Borkowskiej poruszyła mieszkańców Bielawy i stała się symbolem pytań, na które rodzice wciąż nie otrzymali odpowiedzi. Dziewczynka została ciężko ranna po wypadku na terenie Szkoły Podstawowej nr 4. Choć śledczy badali również kwestię odpowiedzialności za organizację i bezpieczeństwo miejsca zdarzenia, postępowanie w tym zakresie zostało umorzone, a decyzję podtrzymał sąd.

Dla rodziny Borkowskich oznacza to nie tylko brak poczucia sprawiedliwości, ale także obawę, że podobna tragedia może wydarzyć się ponownie.

Wypadek, który zmienił wszystko

Do zdarzenia doszło 31 stycznia 2024 roku na terenie Szkoły Podstawowej nr 4 w Bielawie. Ośmioletnia wówczas Laura przewróciła się na parkingu znajdującym się przy placówce. Chwilę później została potrącona przez samochód prowadzony przez nauczycielkę szkoły.

Nagrania z monitoringu, które były analizowane w toku postępowania, pokazują, że dziewczynka po upadku próbowała zwrócić uwagę kierującej. Mimo to doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia. Laura została przeciągnięta przez pojazd na kilka metrów i doznała bardzo poważnych obrażeń.

Dziś rodzice opiekują się córką przez całą dobę. Jak relacjonują, dziewczynka nie widzi i nie słyszy, wymaga stałej rehabilitacji oraz nieustannej opieki. Dom rodziny został dostosowany do jej potrzeb, a codzienność podporządkowana walce o każdy, nawet najmniejszy postęp.

Sąd podtrzymał decyzję o umorzeniu

Rodzice od początku wskazywali, że odpowiedzialność za tragedię nie powinna ograniczać się wyłącznie do osoby kierującej pojazdem. Ich zdaniem należało również zbadać, czy teren szkoły był właściwie zabezpieczony i czy organizacja ruchu nie stwarzała zagrożenia dla dzieci.

Śledztwo dotyczące ewentualnej odpowiedzialności dyrekcji szkoły zostało jednak umorzone. Jak argumentowała prokuratura, brak jest przepisów, które jednoznacznie określałyby obowiązki dyrektora w zakresie organizacji tego typu parkingu. Rodzice złożyli zażalenie, jednak sąd nie uwzględnił ich argumentów.

Jednocześnie nadal trwa proces karny dotyczący samego potrącenia dziewczynki.

Lekcja, której nie wolno zignorować

Sprawa Laury wywołuje znacznie szerszą dyskusję niż tylko o jednym wypadku. Rodzice i mieszkańcy pytają, czy samorządy oraz zarządzający placówkami oświatowymi robią wystarczająco dużo, aby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo.

Pytania te pojawiają się również w kontekście innych miejsc w Bielawie. Jednym z nich jest okolica Żłobka „Żyrafka”, gdzie – jak od dawna alarmują rodzice – brakuje bezpiecznego dojścia dla pieszych. W godzinach porannych i popołudniowych tworzy się tam duży ruch samochodowy związany z przywożeniem i odbieraniem dzieci.

Temat był już wielokrotnie podnoszony przez mieszkańców. Rodzice zwracają uwagę, że codziennie najmłodsze dzieci wraz z opiekunami poruszają się w miejscu, które nie zapewnia odpowiedniej infrastruktury dla pieszych. Ich zdaniem nie powinno się czekać na nieszczęście, aby rozpocząć działania naprawcze.

Nie po tragedii, lecz przed nią

Historia Laury Borkowskiej pokazuje, jak ogromne konsekwencje może mieć jeden moment. Pokazuje również, jak trudne okazuje się później ustalenie odpowiedzialności za kwestie związane z bezpieczeństwem przestrzeni publicznej.

Dlatego tragedia rodziny Borkowskich powinna być przede wszystkim ostrzeżeniem. Nie po to, by szukać winnych za wszelką cenę, ale by wyciągnąć wnioski tam, gdzie zagrożenia są dostrzegane już dziś.

Mieszkańcy Bielawy oczekują, że problemy zgłaszane przy szkołach, przedszkolach i żłobkach będą rozwiązywane zanim wydarzy się nieszczęście. Bo bezpieczeństwo dzieci nie powinno zaczynać się dopiero po tragedii.

glosmiasta.info@gmail.com