Zakaz nagrywania, zakaz mówienia – czy Bielawa cofa się do czasów PRL?

01 stycznia 2026

Po posiedzeniu Rady Miasta musimy odnieść się do sytuacji, która wydarzyła się już na samym początku obrad i która – delikatnie mówiąc – budzi poważny niepokój.

Przewodniczący Rady nie pozwolili nam na nagrywanie sesji, mimo że zarówno jako media, jak i jako obywatele mamy do tego pełne prawo. Jawność obrad samorządu terytorialnego jest fundamentem demokracji lokalnej, a możliwość rejestrowania sesji stanowi jedno z podstawowych narzędzi społecznej kontroli władzy. Pomimo wyraźnego sprzeciwu ze strony prezydium, kontynuowaliśmy nagrywanie, dokumentując przebieg obrad w interesie mieszkańców.

Na tym jednak nie koniec kontrowersji.

Odmówiono również udzielenia głosu naszym lokalnym bohaterom – panu Lucjanowi oraz panu Fryderykowi. Są to osoby, które od dłuższego czasu próbują zwrócić uwagę władz na problemy dotykające zwykłych mieszkańców Bielawy. Zamiast wysłuchania ich argumentów, spotkali się z zamkniętymi drzwiami i milczeniem ze strony Rady.

W ramach swoistego „kompromisu” przemówienie pana Lucjana zostało jedynie odczytane przez radnego Łukasza Masyka. Choć gest ten należy odnotować, nie zastąpi on możliwości osobistego wystąpienia i bezpośredniego zwrócenia się do radnych oraz opinii publicznej.

Trudno nie zadać w tym miejscu kilku fundamentalnych pytań. Czy urząd w Bielawie zatrzymał się mentalnie w poprzednim ustroju, gdzie niewygodne głosy były uciszane, a transparentność traktowana jak zagrożenie? Czy wśród radnych jest jeszcze empatia wobec pokrzywdzonych mieszkańców, czy też procedury i polityczna wygoda całkowicie ją wyparły?

Samorząd to nie zamknięty klub dla wybranych. To przestrzeń dialogu, otwartości i odpowiedzialności wobec społeczności, która powierzyła radnym mandat zaufania.

glosmiasta.info@gmail.com